Odra
- okolice Krosna Odrzańskiego
Po
powrocie znad morza od razu z Przemkiem wybraliśmy się na nockę.
Wybraliśmy się jednak nieco za późno i główki, na
których chcieliśmy się zatrzymać były już niestety zajęte.
Po rozbiciu obozu zarzuciliśmy wędki i czekaliśmy na brania. Jednak
aż do nocy nic się nie działo. Około 22:30 poszliśmy spać.
Rano
Przemek wstał pierwszy. Zanim ja się wygramoliłem z namiotu on już
dawno spinningował. Dzięki temu udało mu się złowić ładnego sandacza.
Gdy obłowiliśmy wszystkie bankowe miejsca (więcej brań już nie było)
Przemo zarzucił dwie gruntówki. W czasie gdy on rozpalał
ognisko na jedną wędkę miał branie. Byłem najbliżej więc zaciąłem
i rozpocząłem hol. Czułem, że to mała ryba. Przy brzegu okazało
się, że to kilowy kleń. Nie udało mi się go podebrać, gdyż wypiął
mi się przy samej dłoni. Kilkadziesiąt sekund później na
Przemka wędkę jest kolejne branie. Tym razem jednak rybę udaje mi
się podebrać. Na brzegu ląduje ponad kilowy kleń.
Przez
kolejne kilkadziesiąt minut nie mamy brań na gruntówki. Zwijamy
więc cały obóz i ze spinningami wędrujemy w górę rzeki.
Trafiamy na okoniowe eldorado. Każdy z nas łowi po 30-40 okoni w
granicach 20 cm. Bardzo mało jest niewymiarowych, Przemo łowi kilka
w granicach 25 cm. Najciekawszy okoń złowiony przez niego miał
świeże rany na boku. Nie wiemy, czy zrobiła mu je wydra czy całkiem
spory sandacz.
Mi
również trafiła się ciekawa ryba. Na paprocha zacinam całkiem
sporego lina.
Przed
południem wracamy do domu. Mimo małej ilości brań, nie narzekamy.
Przecież to nie nasza wina, że ryby nie brały, tylko zajętych główek
i niskiego stanu wody ;P
STRONA
GŁÓWNA
=> RELACJE
Z WYPRAW
|