grubyzwierz

   STRONA GŁÓWNA

   TEAM ZACHÓD

   ZŁÓW I WYPUŚĆ

   RELACJE Z WYPRAW

  RYBY DRAPIEŻNE

  KARPIOWANIE

  POD LODEM

   FILMY

   GALERIA

   ŁOWISKA

   GRY

   KUCHNIA

 

Esox Hunter

STRONA GŁÓWNA => RELACJE Z WYPRAW

czytano

3427

razy

 30.04. - 03.05.2006

Rozpoczęcie sezonu - Pszczew

30.04. - Niedziela

            W końcu doczekałem się weekendu majowego. Tradycyjnie polowanie na majowego szczupaka postanowiłem rozpocząć w Pszczewie, na jeziorze Miejskim. W niedzielę rano ubrany jak podczas listopadowych zasiadek wyruszyłem na pierwsze szczupakowe łowy w sezonie 2006. Nad wodą byłem o 6:30. Warunki do łowienia szczupaków wręcz rewelacyjne: lekki wiatr, zachmurzone niebo, od czasu do czasu lekki deszczyk, mętna woda.... Teoretycznie szanse były wielkie. Jednak trąca się przy brzegach płoć nie napajała mnie optymizmem...

            Postanowiłem zacząć łowić na wobler imitujący okonia. Obrzuciłem wszystkie miejsca, w których miałem kiedyś kontakt z esoxami, jednak bez rezultatu. Zmieniłem wówczas wobler na większy model malowany na wzdręgę. Wtedy za moimi plecami spławiła się duża ryba. Szybko się odwróciłem i zobaczyłem przewalające się cielsko dużego szczupaka. Miał przynajmniej 5-6 kg. Biczowanie wody w promieniu 20 metrów od tego miejsca nie przyniosło jednak żadnych rezultatów. Postanowiłem przenieść się w inne miejsce i obławiać pas trzcin. Po dopłynięciu pod trzcinowisko zwróciłem uwagę na coś białego pływającego pod powierzchnią wody. Okazało się, że to padlina tołpygi.

 

            Po krótkiej sesji fotograficznej zabrałem się znów za łowienie. Tym razem założyłem woblera Rapala DT malowanego na okonia i rozpocząłem trolling wzdłuż brzego jeziora. Miałem wówczas branie, choć do końca nie jestem przekonany czy to czasem wobler nie zahaczył o piaszczyste dno...

            Płynąc obserwowałem trzcinowiska, gdzie co kawałek szczupaki atakowały trące się płotki. Szkoda, że nie było sposobu, aby się do tych ryb dobrać.. ;/

            O 10:30, po "częstowaniu" sczupaków gumami, woblerami i blachami, miałem już dość łowienia, zwinąłem sprzęt i poszedłem do domu.

 

01.05. - Poniedziałek

            Od rana mocno padał deszcz, więc o wyprawie na ryby mogłem tylko pomarzyć. Na szczęście pod wieczór się rozpogodziło i poszedłem z Olą zapolować na potki. Przygotowałem zanętę, zmontowałem zestawy i udaliśmy się na naszą kładkę. Płotki brały bardzo dobrze. Złowiliśmy łącznie kilkadziesiąt płotek i krapi.

 

02.05. - Wtorek

            We wtorek z rana pogoda nieco się poprawiła, na niebie było widać w końcu słońce. Postanowiliśy pojechać nad jakieś leśne jeziorko, aby w spokoju i w ciszy odpocząć i przy okazji wybiegać i wykąpać naszego psa, który skutecznie podkariany przez moją mamę miał w sobie wielki naddatek energii :) Wybór padł nad jezioro Przydrożne, przy którym znajduje się parking. Oczywiście zabrałem ze sobą spinning, bo kto wie.... :)

            Jak można było przewidzieć, Argo jak tylko zobaczył wodę to do niej wskoczył, czym mnie bardzo wkurzył, bo zrobił to akurat w bardzo ciekawym miejscu, jeśli chodzi o szczupakowe miejscówki. Musiałem się przenieść w inne miejsce. Znalazłem fragment brzegu porośniętego trzciną i ze zwalonym do wody drzewem. Przypomniało mi się wtedy, że kolega 2 lata temu wyjął z tego miejsca kilowego szczupaka. Nie chciałem ryzykować utraty woblerka, założyłem więc na agrafkę seledynowe kopyto. Pierwszy rzut, prowadzę przynętę nad roślinnością podwodną, zbliżam się do drzewa, zwalniam obroty korbką kołowrotka, kopyto nieco nurkuje, przyspieszam obroty i w tym momencie mam branie. Zacięcie i.... siedzi!   Szczupak szybko wchodzi mi w drzewo. Czuję, że intensywnie próbuje pozbyć się przynęty. Po kilku chwilach na szczęście dla mnie wypływa z zatopionego drzewa. Płynie na głębszą wodę, jednak metr po metrze przyciągam go do siebie. Ok. 3 matry od brzegu wyskakuje ponad powierzchnię wody i robi widowiskową świecę. Na szczęście się nie wyczepia. Podciągam go do brzegu, i chwytem za kark wyciągam na brzeg. Otwieram mu delikatnie paszczę chcąc go jak najszybciej uwolnić jednak szczupak połknął kopyto tak głęboko, że hak uszkodził mu skrzela. Z żalem go zabijam, bo mam świadomość że z rozwalonymi skrzelami nie przeżyje. Czasem niestety tak bywa.. ;/

            Moja zdobycz miała 68 cm długości i 2,2 kg wagi, połakomiła się na seledynowe kopyto z czerwonym brzuszkiem i czarnym grzbietem.

 

            Na chwilkę podeszliśmy również na jezioro Picniewskie, żeby zobaczyć jak wygląda aktywność ryb w tym zbiorniku.

            Jednak nie miałem tu brań.

 

            Czyszcząc szczupaka zajrzałem mu do żołądka. Znalazłem w nim dwa nadtrawione okonie: 12 i 17 cm.

 

 

            Wieczorem ponownie udaliśy się łowić na jezioro Miejskie. Przez 2 godzinki łowienia złowiliśmy kilkadziesiąt płotek, krąpików i jednego leszczyka :)

 

03.05. - Środa

            W środę od rana świeciło słońce, postanowiliśy wybrać się na jezioro Szarcz Duży. Ola się opalała, a ja na drgającą szczytówkę łowiłem niewielkie płotki i krąpiki.

 

 

STRONA GŁÓWNA => RELACJE Z WYPRAW

 

 

Menu prawe

 


 

 

POLECAMY

pajacyk_139x68.gif

 

 

stat4u

 

 

Top 100 o Wedkarstwie

 

Wedkarstwo

 

 

 

grubyzwierz

Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2006-2011 GrubyZwierz.com Projekt i wykonanie: GrubyZwierz

E-mail: waldek@grubyzwierz.com

Odsony: 670 Unikalne:100 Dzisiaj: 11 Online: 1Top: 18-10-2018 (89)